sobota, 30 kwietnia 2011

Goście i herbata z Mongolii. Dania, cz.3

Zieloną herbatę w saszetce wrzuca się do wrzątku, gotuje ok. 5 minut, następnie dodaje się niewielką ilość różnych przypraw w których znajdują się kawałki suszonego mięsa i ryż, do wszystkiego dolewa się mleka. Gotuje jeszcze trochę i gotowe ;-)







Weszli nieśmiało do domu i nieśmiało się przywitali, co mnie absolutnie rozczuliło. Ja sama też byłam onieśmielona sytuacją, choć wiedziałam, że przyjadą rodzice Alty z Mongolii. Pierwszy raz udali się w tak długą podróż, aby zobaczyć jak żyje się jej córce w Danii, a przede wszystkim zobaczyć swoją wnuczkę.
Kiedy się przywitałam i kiedy goście z dalekiej krainy weszli do salonu, od razu odezwał się we mnie duch polskiej kobiety: że może głodni, może chcą napić się herbaty? Zaczęłam więc pospiesznie rozkładać kubki, parzyć herbatę, szukać ptasiego mleczka z Polski.
Dla małej Marii miałam prezent, drewnianego jamnika na sznurku i oczywiście małego glinianego ptaszka do którego wlewa się wodę i gwiżdże. I tak pomyślałam sobie, ze tam gdzie pojawia się małe dziecko, pojawia się też wspólne porozumienie kobiet, nawet jeśli każda z nich mówi w innym języku. Ja po polsku, z Altą po angielsku, Alta po duńsku, angielsku ze mną i po mongolsku z mamą, a Maria w sobie tylko znanym dziecięcym języku.

czwartek, 28 kwietnia 2011

Kościół w Danii

Nigdy nie byłam na mszy protestanckiej. Kiedy więc usłyszałam dzwony kościółka znajdującego się obok domu w którym wypoczywałam nad duńskim wybrzeżem i kiedy usłyszałam, że na mszę wybiera się moja znajoma, pomyślałam, że to świetna okazja, aby doświadczyć i zobaczyć taką mszę.

Na ceremonię weszłam jednak w trakcie, bezszelestnie, drzwi do kościoła nie skrzypiały, zatem nikt specjalnie na mojej osobie się nie skoncentrował. Usiadłam w ostatniej, pomalowanej na biało, ławce. W niewielkim pomieszczeniu, również z białymi ścianami, znajdowało się kilkunastu śpiewających ludzi. Jeden z wiernych – mężczyzna, stał na środku, trzymał śpiewnik i śpiewał głośniej niż pozostali.
Obok mnie siedziała starsza pani, która zaoferowała korzystanie ze swojego śpiewnika. Dyskretnie odmówiłam mówiąc, że nie czytam po duńsku. Spytała, trochę za głośno, z jakiego kraju pochodzę. Powiedziała, ze zna jednego Polaka, który ma na imię Józef. Odpowiedziałam uśmiechem.

Zaczęłam przyglądać się całemu obrządkowi. Ludzie śpiewali, w pewnym momencie odwrócił się ksiądz. O mały włos a wyrwałoby mi się: to obraz El Greca! Wyglądał jak jedna z postaci z portretów tego artysty. Broda i to coś białego dookoła szyi (pibekrave po duńsku), długa czarna sutanna. Przyglądałam się wszystkim rzeczom. Co mnie zdumiało i zachwyciło, to centralne ogrzewanie umieszczone pod ławkami dla wiernych. Tak. To praktyczny naród. Tak. To „praktyczny” kościół myślący o wygodzie wiernych.

Bo w duńskim kościele protestanckim o wielu sprawach decyduje społeczność. To ona wybiera w głosowaniu grupę ludzi, którzy decydują o sprawach praktycznych w ich kościele, ma także wpływ na wybór księdza. Ogłasza się w tej sprawie konkurs, księża-mężczyźni i księża-kobiety mogą aplikować, po czym przechodzą rozmowę kwalifikacyjną. Duńscy księża – kobiety i mężczyźni, mogą wychodzić za mąż i żenić się, mogą się też rozwodzić nie tracąc przy tym swoich święceń. Wypłacana jest im pensja, którą pozyskuje się z pieniędzy pochodzących z podatku. Każdy kto był ochrzczony taki podatek płaci, może jednak wypisać się z kościoła i nie posiadać obowiązku płacenia.

Protestancki kościół w Danii akceptuje małżeństwa homoseksualne. Takie pary otrzymują błogosławieństwo, ceremonia zaślubin różni się trochę od tej dla tradycyjnych par.

I jeszcze jedno, co nie mogło uciec mojej uwadze. Przed wejściem do głównego pomieszczenia ułożony był stos książek dla dzieci: Biblia w obrazkach, opowieści o świętych itp. Bardzo mi się podoba ta oferta dla najmłodszych ;-)

Podczas obrządku nie robiłam zdjęć. Wiem, że podczas ceremonii kościelnych raczej jest to zakazane. Poniżej parę zdjęć z przedsionka kościoła.





środa, 27 kwietnia 2011

Sztuka Matek we Wrocławiu


Fundacja MaMa, Apteka Sztuki i Browar Mieszczański
zapraszają na wernisaż wystawy

Sztuka Matek

29 kwietnia 2011 (piątek) godz. 18:00
ul. Hubska 44/48, Wrocław

wystawa potrwa do 13.05.2011
kuratorka wystawy: Katarzyna Haber
pomysłodawczyni projektu: Patrycja Dołowy

Charakterystyczna pętla między sztuką a życiem definiuje najbardziej nam współczesny nurt sztuki. Z punktu widzenia krytyki sztuki nie sposób zignorować momentu, gdy kobieta – artystka zostaje matką.

16 artystek młodego pokolenia: Anna Bedyńska, Patrycja Dołowy, Bo Dzierwa, Agata Endo Nowicka, Anna Grzelewska, Elżbieta Jabłońska, Klara Kopcińska, Katarzyna Korzeniecka, Cecylia Malik, Małgorzata Malwina Niespodziewana, Joanna Pawlik, Izabela Rabenda, Agnieszka Sandomierz, Patrycja Trzepizur, Viola Tycz, Aleksandra Wasilkowska

W trakcie wernisażu zapraszamy na happening - warsztaty „Sekrety/widoczki matek” prowadzone przez artystkę Magdę Franczak. Warsztaty są częścią projektu "Sekrety/widoczki", który artystka tworzy od kilku lat w różnych miejscach na całym świecie.

W trakcie wystawy dostępne będą katalogi z tekstami Sylwii Chutnik, Katarzyny Haber, Izabeli Kowalczyk i Pawła Leszkowicza.

www.browar.art.pl
www.sztukamatek.pl

wtorek, 26 kwietnia 2011

wtorek, 19 kwietnia 2011

Pocztówki z Niemiec, cz.2

Okolice Wiesbaden.


We wnętrzu klasztoru w Eberbach powstawał film "Imię Róży".






Nad Renem są miejsca, gdzie mozna popróbować lokalnych win. Całe rodziny, zakochane pary, turysci wpatrują się w płynącą rzekę i smakują różne typy "reńskich".



Wiesbaden
Wiesbaden, Cerkiew sw. Elżbiety
Wiesbaden nocą
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...