Przypominam o Aukcji dla Krzysia. Na aukcji mnóstwo prac wspaniałych artystów. Pomóżcie, licytujcie!!!
Informacja poniżej.
Organizatorzy i artyści serdecznie zapraszają na aukcję charytatywną
AUKCJA DLA KRZYSIA
która odbędzie się 3 grudnia w Bunkrze Sztuki w Krakowie o godz. 17.00 (Plac Szczepański 3a), licytację poprowadzi Andrzej Starmach.
Katalog prac aukcyjnych znajduje się na portalu www.artinfo.pl, istnieje również możliwość licytacji telefonicznej. Zgłoszenia są przyjmowane przez ARTINFO na adres: aukcje@artinfo.pl
Więcej o Krzysiu: www.krzysgraczyk.pl
Moja praca na licytacji tu
wtorek, 30 listopada 2010
Czerwony
niedziela, 28 listopada 2010
Niedziela
Pierwszy śnieg, świat się wtedy wycisza...
Miś i nie tylko chce dłużej spać...
Od rana czytamy i ogladamy tylko jedną książkę: The Quiet Book Deborah Underwood z pięknymi ilustracjami Renaty Liwskiej (to prezent jaki Nutka dostała od swojej cioci). Ilustracje zaliczam do klasycznych, postaci rysowane są ołówkiem, kolor uzupełniony jest komputerowo. Książeczka wzbudza we mnie zachwyt (kolorystyka, okładka, matowy papier, rozmiar, liternictwo). Zajrzyjcie na bloga Renaty Liwskiej i zobaczcie jak pracuje - tu. Wywiad z Renatą Liwską, po polsku, na stronie niezastąpionej Zorro - tu.Po prawej szydełkowa serwetka - prezent dla mnie od Klavsa. Serwetkę zrobiła jego babcia.



Czy mogę napić się trochę kawki, Mamia?
czwartek, 25 listopada 2010
Matka artystka pracująca
Tak… Kiedy matka ma dużo pracy zawodowej (domowej ma zawsze dużo, więc nawet nie wspominam), w mgnieniu oka plan dnia, tygodnia a czasami miesiąca może runąć w zupełnych gruzach. Nagle i niespodziewanie, choć nic na to nie wskazuje i nic nie zapowiada. Pół dnia dziecko szaleje, tańczy, ja z nim, piosenkę „Kaczuszki” obtańcowujemy ruszając łokciami, dłońmi i pupami (już nie mogę, ale Nutka się tak cieszy), potem kolacja, kąpiel, czytanie książek – wszystko po kolei, jak co dnia, żadnej zmiany, słowem przewidywalność ulubionego rytmu dziecka, potem sen, aż tu nagle… otwierają się drzwi, tupot małych nóżek i…
No właśnie, matki wiedzą co dalej, zwykle: gorączki, bolące uszy, rota wirus lub jeszcze inne, nieznane mi wcześniej przypadłości przedszkolaków. Jeśli to choroby, to mam duże oparcie w B., aby zaradzić, zastosować takie a takie leki… rzekłabym specjalista, choć lekarzem nie jest.
To wszystko jednak dla mnie oznacza – matko artystko pracująca, że nie masz już planu dnia na następny dzień ;-) Sytuacja jest na tyle trudna, że nikt za Ciebie nie wykona prac, które wykonujesz, nie zrobi grafiki, instalacji, filmu, namaluje obrazu itp. Słowem nikt Cię nie zastąpi w pracy, bo to niemożliwe ;-) To tak na marginesie, bo zwykle ludzie traktują mój zawód bardzo romantycznie, tymczasem jest to praca na którą składa się szereg czynności, a nie tylko tworzenie.
Ale… nie jest aż tak źle. Dzieci, jeśli nie są bardzo chore, szybko wracają do formy. I można z nimi robić różne fajne rzeczy. Napięcie, że wtedy nie zdążymy z pracą mija. Bo kobiety zawsze dają radę, są naprawdę bardzo dzielne!
Noc z chorobą, a rankiem namalowane kwiaty od Nutki przyniesione do łóżka.
Nie wiedziałam, że mam takie buty... ;-)
Po lewej: naszyjniki dla mnie zrobione przez Nutkę.
Mama w kolczykach.
Nutka, przecież muszę ugotować obiad! Mamia, nie martw się, zrobię pizzę ;-)
Przerwa na kawę, książki nawet nie zdążyłam otworzyć ;-)Czekoladki ktos zjadł
To jest mój domek, nie wolno go ruszać, tu będę jesć i spać!
To relacja z dwóch godzin ;-D
No właśnie, matki wiedzą co dalej, zwykle: gorączki, bolące uszy, rota wirus lub jeszcze inne, nieznane mi wcześniej przypadłości przedszkolaków. Jeśli to choroby, to mam duże oparcie w B., aby zaradzić, zastosować takie a takie leki… rzekłabym specjalista, choć lekarzem nie jest.
To wszystko jednak dla mnie oznacza – matko artystko pracująca, że nie masz już planu dnia na następny dzień ;-) Sytuacja jest na tyle trudna, że nikt za Ciebie nie wykona prac, które wykonujesz, nie zrobi grafiki, instalacji, filmu, namaluje obrazu itp. Słowem nikt Cię nie zastąpi w pracy, bo to niemożliwe ;-) To tak na marginesie, bo zwykle ludzie traktują mój zawód bardzo romantycznie, tymczasem jest to praca na którą składa się szereg czynności, a nie tylko tworzenie.
Ale… nie jest aż tak źle. Dzieci, jeśli nie są bardzo chore, szybko wracają do formy. I można z nimi robić różne fajne rzeczy. Napięcie, że wtedy nie zdążymy z pracą mija. Bo kobiety zawsze dają radę, są naprawdę bardzo dzielne!
Noc z chorobą, a rankiem namalowane kwiaty od Nutki przyniesione do łóżka.
Nie wiedziałam, że mam takie buty... ;-)
Po lewej: naszyjniki dla mnie zrobione przez Nutkę.
Mama w kolczykach.
Nutka, przecież muszę ugotować obiad! Mamia, nie martw się, zrobię pizzę ;-)
Przerwa na kawę, książki nawet nie zdążyłam otworzyć ;-)Czekoladki ktos zjadł
To jest mój domek, nie wolno go ruszać, tu będę jesć i spać!To relacja z dwóch godzin ;-D
środa, 24 listopada 2010
niedziela, 21 listopada 2010
Masa
Pewnej niedzieli, jesienią 2002 roku, stanęłam w przejściu podziemnym w mieście Nagoya w Japonii. Dookoła mnie znajdowały się setki ciał: twarzy, głów, torsów, rąk, które wydawały się podobne jedne do drugich, ale nie do końca do mnie. Wtedy właśnie z całą jasnością doświadczyłam fizycznego „wycięcia” konturów mojego ciała spośród ciał mnie otaczających.
Doświadczenie obecności „innych” ciał doprowadziło mnie do zmiany koncepcji projektu artystycznego, który miałam wykonać w Japonii. Zmieniłam tytuł pracy z Twins (Bliźniaki) na japońskie słowo Ningen.
Ideogram składający się na słowo ningen (nin oznacza osobę, gen odstęp lub przestrzeń) sugeruje, że naprawdę stajemy się człowiekiem poprzez interakcję z drugą osobą.
Na japoński projekt składało się siedem figur wykonanych z papieru Mino Washi. Przy realizacji projektu dokonałam selekcji papieru: wybierałam te rodzaje, które przypominały skórę — czy to fakturą czy kolorem. Wśród „białych” figur znalazła się czarna, płacząca figura. Figury nie posiadały określonej płci z wyjątkiem jednej: kobiety w ciąży. Idea projektu polegała na tym, że figury stwarzały przestrzeń (gen) pomiędzy sobą i oglądającym (nin). Ta wzajemna zależność między obiektem artystycznym a widzem, zgodnie ze znaczeniem ideogramu ningen, określała człowieka. Miałam wątpliwości czy idea ta zostanie zrozumiana, tymczasem Japończycy zaczęli traktować figury jak ludzi, utożsamiali się z nimi.
Ningen, 2002
Ningen, 2002
Katmandu, Nepal
Delhi, Indie
Kioto, Japonia
Doświadczenie obecności „innych” ciał doprowadziło mnie do zmiany koncepcji projektu artystycznego, który miałam wykonać w Japonii. Zmieniłam tytuł pracy z Twins (Bliźniaki) na japońskie słowo Ningen.
Ideogram składający się na słowo ningen (nin oznacza osobę, gen odstęp lub przestrzeń) sugeruje, że naprawdę stajemy się człowiekiem poprzez interakcję z drugą osobą.
Na japoński projekt składało się siedem figur wykonanych z papieru Mino Washi. Przy realizacji projektu dokonałam selekcji papieru: wybierałam te rodzaje, które przypominały skórę — czy to fakturą czy kolorem. Wśród „białych” figur znalazła się czarna, płacząca figura. Figury nie posiadały określonej płci z wyjątkiem jednej: kobiety w ciąży. Idea projektu polegała na tym, że figury stwarzały przestrzeń (gen) pomiędzy sobą i oglądającym (nin). Ta wzajemna zależność między obiektem artystycznym a widzem, zgodnie ze znaczeniem ideogramu ningen, określała człowieka. Miałam wątpliwości czy idea ta zostanie zrozumiana, tymczasem Japończycy zaczęli traktować figury jak ludzi, utożsamiali się z nimi.
Ningen, 2002
Ningen, 2002
Katmandu, Nepal
Delhi, Indie
Kioto, Japonia
piątek, 19 listopada 2010
czwartek, 18 listopada 2010
Miasto
środa, 17 listopada 2010
niedziela, 14 listopada 2010
Nutka i Muk w Chinach
Tym razem Nutka zarządziła, że polecimy w daleką podróż. Przyniosła globus i wybrała kraj. Na globusie duża, żółta plama to były Chiny. Otworzyła książkę: Muk w podróży dookoła świata Marca Boutavant i rozpoczęłysmy poszukiwania Chin w obrazkach. Ja z kolei wyjęłam chińskie wycinanki - ozdobne karpie, z delikatnej bibułki, z których Nutka ułożyła kompozycję, zadając przy tym mnóstwo pytań. Potem udawałysmy lot samolotem, aż ostatecznie samolot został zbudowany, ale o tym innym razem... Powiem tylko, że tym razem wybieramy się do Brazylii ;-)








sobota, 13 listopada 2010
Aukcja dla Krzysia
Organizatorzy i artyści serdecznie zapraszają na aukcję charytatywną
AUKCJA DLA KRZYSIA
która odbędzie się 3 grudnia w Bunkrze Sztuki w Krakowie o godz. 17.00 (Plac Szczepański 3a), licytację poprowadzi Andrzej Starmach.
Katalog prac aukcyjnych znajduje się na portalu www.artinfo.pl, istnieje również możliwość licytacji telefonicznej. Zgłoszenia są przyjmowane przez ARTINFO na adres: aukcje@artinfo.pl
Więcej o Krzysiu: www.krzysgraczyk.pl
Moja praca na licytacji tu
AUKCJA DLA KRZYSIA
która odbędzie się 3 grudnia w Bunkrze Sztuki w Krakowie o godz. 17.00 (Plac Szczepański 3a), licytację poprowadzi Andrzej Starmach.
Katalog prac aukcyjnych znajduje się na portalu www.artinfo.pl, istnieje również możliwość licytacji telefonicznej. Zgłoszenia są przyjmowane przez ARTINFO na adres: aukcje@artinfo.pl
Więcej o Krzysiu: www.krzysgraczyk.pl
Moja praca na licytacji tu
piątek, 12 listopada 2010
Narodziny Calineczki
Narodziny Calineczki to praca, którą lubię. Calineczka urodziła się z kwiatu tulipana. Ja jednak szukałam innego rozwiązania dla tej sceny. Robiłam szkice narodzin z kwiatami, ale w efekcie nie byłam zadowolona. Szukałam dalej. Czas przyspieszał, a ja nie miałam pomysłu. Ostatecznie narodził się… w Danii, podczas spaceru. Szłam sobie koło muzeum morskiego. Na zewnątrz tego muzeum ustawione były kotwice, części statków i ten jeden obiekt w kształcie „mechanicznego kwiatka”, który wzbudził moje zainteresowanie. Tak, to było to. Z tego „śmigła” narodzi się Calineczka, pomyślałam. B. poprawił mnie: to nie śmigło a śruba okrętowa. Kiedy pracę tę ogląda jakiś sympatyk morza lub morskiego pływania, to zawsze jest kontent. Rzecz od razu nazywa po imieniu
;-)
Narodziny Calineczki, 2010
śruba okrętowa. Piękna prawda?
;-)
Narodziny Calineczki, 2010
śruba okrętowa. Piękna prawda?
Subskrybuj:
Posty (Atom)























