wtorek, 28 września 2010

Kokeshi i Nutka

Książka Annelore Parot: Yumi, to krótka historia z ładnymi ilustracjami o małej japońskiej, drewnianej laleczce. Czytanie książeczki połączyłysmy z zabawą. Nutka odnajdywała poszczególne częsci stroju kokeshi i uczyła się ich nazw po japońsku. Ale najważniejsze pytanie Nutki było: mamusiu, ale dlaczego ona nie ma rączek i nóżek? No własnie, nie wiem dlaczego, ale to prawda: kokeshi są ich pozbawione ;-)
Dziękuję kavka za za tę propozycję ksiązki!




poniedziałek, 27 września 2010

Europejskie Centrum Bajki

Kiedy ostatni raz chodziliście w butach krasnoludka? Już czas przypomnieć sobie jak to jest. Jak to jest wędrować pośród bajek, chłonąć ich atmosferę tak mocno, jakby to było w rzeczywistości. Jest to możliwe w Pacanowie, dokąd kiedyś udał się Koziołek Matołek, aby sprawdzić czy rzeczywiście pacanowscy kowale dobrze podkuwają kozy. To moja ulubiona postać bajkowa, taki nasz polski Forest Gump. Ale w Pacanowie nie tylko można odnaleźć Koziołka, można także znaleźć wspaniale Europejskie Centrum Bajki.

Jeśli będziecie jechać do Pacanowa z Krakowa lub okolic, zwróćcie również uwagę na mijający krajobraz oraz przydrożne kapliczki i świątki (często z białego kamienia). Miłej zabawy! Ja, Nutka i B. bawiliśmy się świetnie.

Więcej o Europejskim Centrum Bajki na blogu Zorro.

Część 2 relacji z ECB:
Kiedy spytałam Nutkę co najbardziej podobało jej się w Centrum Bajek, odpowiedziała: to, że byłam krasnoludkiem (dzięki czerwonym bucikom), ogród, że otwierałam różne rzeczy…
Ogólnie mówiąc Nutka była bardzo zaangażowana w bajkowe opowieści pani w czerwonej sukience (naszej przewodniczce). A ja byłam dumna, że moje czteroletnie dziecko zna tyle szczegółów z bajek i zna odpowiedzi na wiele pytań ich dotyczących. Pani rzeczywiście bardzo dobrze prowadziła nas po bajkowym świecie. Zagadki były nie tylko dla dzieci, ale również dla dorosłych. Ja ani przez chwilę się nie nudziłam. Na mnie zrobił wrażenie ogród Alicji, ale zanim trafi się do niego, trzeba zjeść ciasteczko (prawdziwe). Nie wiem czy pisać dalej, bo nie chciałabym zdradzać szczegółów… To jak prawdziwa tajemnica. Powiem tylko, że edukacyjnie i plastycznie jest to wszystko zrobione z pomysłem. Dzieci mogą wszystkiego dotykać. Brawo!!! Interakcja jest multimedialna i manualna. Są efekty iluzjonistyczne. Myślę jednak, że aby to wszystko poczuć, potrzebny jest dobry przewodnik, który dotrze zarówno do dzieci, jak i do dorosłych. Nasza pani w czerwonej sukience taka była ;-)

Podoba mi się architektura budynku, biblioteka, kącik na górze (wyciszający), gdzie mamy mogą też nakarmić dziecko, no i ogród z trawami i roślinnością. W jednej z chatek moja córka tańczyła do muzyki Chopina. Bardzo jej się to podobało.

Trafiliśmy na dzień podczas którego były targi edukacyjne, dużo atrakcji dla dzieci, ale przez to, że do Centrum trzeba było się zapisać na zwiedzanie, nie było tłumów. Dziecięce atrakcje były pomysłowe: ogromne bierki do gry, domino również duże, wszystkie zabawki z drewna. Do tego można było zbudować dom z prawdziwych materiałów… W budynku, w sali widowiskowej, animacja dziecięca z instruktorami. Można było zrobić kukiełki, biżuterię, malować, tańczyć, artysta rysował portrety dzieciom… Wszystko to bezpłatnie. Moja córka była zachwycona, nie chciała wracać do domu!

Czego mi brakuje? Gastronomii. Obok Centrum jest restauracja, jedzenie w porządku, ale wystrój mi przeszkadzał. Choć brawo za kącik dziecięcy. Skromny, ale jednak. W samym Centrum przydałaby się kawiarnia. Chętnie, właśnie tam, wypiłabym kawę i poczytała Nutce nowo zakupione książki. Wszystko to ma być w przyszłości. Usłyszałam także o planowanym centrum zabaw, co raczej kojarzy mi się z komercją, ale dokładnie nie wiem co to ma być.

Projekt ECB: Kulczyński Architekt







piątek, 24 września 2010

środa, 22 września 2010

Nowa wystawa w Chicago

Własnie otwarta! Na wystawie moje prace z serii Kobro (częsć pierwsza) oraz parę prac dotyczących ciała uniwersalnego. W imieniu artystek zapraszam wszystkich, którzy są blisko lub w Chicago.

Peterson / Antonovych / Niespodziewana
17 wrzesień-31 październik 2010 / September 17-October 31, 2010
Ukrainian Institute of Modern Art (UIMA), Chicago, USA


Parę zdjęć z ekspozycji możecie zobaczyć tu

poniedziałek, 20 września 2010

Trzy kolory


Krzesła w jednej z sal w Szkole Podstawowej w Sławkowie
Klocki Lego z lat 80.
Szkic do Pinokia, mojej pracy.

piątek, 17 września 2010

Miejsce na weekend

Les Couleurs
ul. Estery 10,
krakowski Kazimierz
kawa, przekąski, alkohole, dyskretne muzyka, łacze internetowe
można odpocząć i popracować, a także pooglądać kolorowe plakaty. Do tego gazety, ksiażki, magazyny i ogródek.
codziennie od 11-2
Miłego!!! ;-)





czwartek, 16 września 2010

środa, 15 września 2010

Tam gdzie są kobiety...

Są takie miejsca na ziemi, że kiedy spotkają się w nich kobiety, to nie potrzebny jest im język, aby się porozumieć. Po Indiach, gdzie kobiety mogłam tylko obserwować, Pokhara w Nepalu była szczególnym doświadczeniem jeśli chodzi o dotknięcie świata kobiet. One były wszędzie, a pisząc wszędzie mam na myśli codzienne życie. Pracowały, wychowywały dzieci, rozmawiały z wszystkimi, chodziły nawet do kawiarni.

Szłam sobie spacerkiem po głównej ulicy Pokhary, odwiedzając co bardziej interesujące sklepy, zwłaszcza z rękodziełem. Weszłam do jednego, gdzie znajdowała się przepiękna biżuteria. W sklepie znajdowały się trzy starsze kobiety, które oglądały wielkie turkusy i korale, a właściwie dobierały je sobie do swoich naszyjników. Cierpliwie, powoli, na sobie tylko znanych zasadach. Jedna z nich przypominała mi moją babcię. Byłam tym tak zaskoczona, że swój pobyt w sklepie przedłużyłam, dyskretnie się jej przyglądając. Ona to wyczuła, tzn. nie wiem co dokładnie, ale wzięła moją dłoń i próbowała mnie nauczyć rozróżniać turkusy (moje ulubione zresztą kamienie). Właściwie nic nie mówiła, a była. Miałam wrażenie, że dane mi jest jeszcze raz spędzić parę chwil z nieżyjącą już babcią. A może to była właśnie ona? Pokharę otaczają Himalaje - najwyższe góry i najbliższe nieba…
Trzy starsze kobiety. W srodku ta, która przypominała mi babcię. Popatrzcie na ich naszyjniki.
Nutka dzis...

czwartek, 9 września 2010

Sto lat snu Śpiącej Królewny

Sto lat snu Śpiącej Królewny to praca, która miała kilka etapów. Parę lat temu zostałam zaproszona na wystawę do Szwecji. Prezentowałam tam prace z serii ciała uniwersalnego oraz parę prac antywojennych. Jedną z nich była instalacja: różowe róże, które rozrzuciłam na zewnątrz galerii. Róże symbolizowały nieznane ofiary wojny, nie bohaterów, nie zasłużonych osób, tylko właśnie anonimowych ludzi, co było dla mnie bardzo istotne. Zanim jednak zmontowałam tę instalację, wyjęłam kwiaty z pudełka a dalej wszystko potoczyło się spontanicznie. Położyłam się na stole w kuchni i poprosiłam B., aby rozłożył kwiaty dookoła mnie i zrobił mi zdjęcia. B. był przerażony, moja postać w sztucznych kwiatach kojarzyła mu się z jednym: że oto leżę martwa na tym stole.
O zdjęciach tych zupełnie zapomniałam, choć jedno z nich wykorzystałam w szwedzkim katalogu. Kiedy myślałam o nowej instalacji do Śpiącej Królewny, przypomniałam sobie te stare zdjęcia. Wykorzystałam pomysł. Śpiąca Królewna śpi za ścianą z róż; jest pomiędzy życiem a śmiercią. Śpiąca Królewna to ja (zrobiłam sobie serię zdjęć z wywoływaczem). Ściana z róż jest wykonana w technice linorytu z którego zrobiłam ażur.
Sto lat snu Śpiącej Królewny, instalacja dla Jan Fejkiel Gallery: ok. 290x370 cm, 2010
Za kwiatami znajduje się mała postać Śpiącej Królewny.
W różach, Szwecja, 2007
W trakcie pracy...
Ażur


Krajobraz po bitwie ;-) Moja pracownia (jak również mieszkanie)tuż przed otwarciem krakowskiej wystawy wyglądały własnie tak ;-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...