piątek, 31 lipca 2009

Portret


To akwarela, ktora namalowala Nutka.

Nutka:- Mama, zobacz! (Nutka pokazuje pomalowane farbą palce).
Ja: - ???
Nutka: - Muszę się ubrudzić! Muszę!!!
Ja: A czemu musisz?
Nutka: - Bo jestem artystką!

wtorek, 28 lipca 2009

Grzechy typowej turystki

Gdziekolwiek udaję się w podróż, nauczyłam się już, że muszę/chcę być otwarta na każde zdarzenie: czy to złe czy dobre, w przeciwnym razie podróż się nie uda, tzn. będę miała uczucie pustki lub złości, zmarnowanego czasu itp. Ta zasada szczególnie ważna jest, kiedy odwiedzam kraje o odmiennej, niż europejska, kulturze. Mam jednak parę „grzechów” na sumieniu, kiedy zachowałam się jak turystka, a nie człowiek, który chce spotkać się z innym człowiekiem na platformie jego kultury czy religii.

Chciałam zrozumieć, poznać i zapamiętać religię Hindusów, ale nie do końca mi się to udało. Nie mogłam się z nią utożsamić, wcale nie musiałam oczywiście. Nie szukam innej wiary, te sprawy już dawno ze sobą ustaliłam, co ułatwia mi moje funkcjonowanie w świecie i nie tylko. Ale miałam pisać o sobie, o osobie, która zachowała się jak typowa turystka. W Delhi zdecydowałam się z B. poświęcić trochę czasu na zobaczenie kilku świątyń, różnych wyznaniowo. W jednej z nich, typowo hinduskiej odbywała się uroczystość. Świątynie wypełniało pełno wiernych. Aby wejść do niej trzeba było zdjąć oczywiście buty. Podłoga indyjska jest... ale to nie takie istotne. Buty trzeba było zostawić na półce obok innych klapek, sandałów itp. Przez chwile zawahaliśmy się. Zauważył to jeden z mężczyzn, tłumaczył nam wszystko, ale my przecież wiedzieliśmy po co to się te buty zdejmuje. Obawiając się, właśnie czego?, że ich potem nie znajdziemy czy coś w tym stylu, zdecydowaliśmy się włożyć je do plecaka. Mężczyzna tłumaczył i tłumaczył, nie był nachalny, ostatecznie machnął ręką. Nie dziwię się mu. Do dziś myślę o swoim zachowaniu ze wstydem.

Wchodzimy do środka. Zostaję wciągnięta przez tłum. Przy ołtarzykach tłoczą się wierni. Od razu widać, które z bóstw są ich ulubionymi. W jednym z takich ołtarzy w środku siedzi człowiek, odbiera dary od ludzi, np. kokos w czerwono-złotym materiale, sari, biżuterię, kwiaty. Obwiesza tym bóstwo. Inny człowiek obok, na talerzach z liści podaje posiłek. Zaprasza również i mnie. Chodzę dookoła świątyni, dotykam tych samych miejsc co wierni. Nagle znajduję się gdzieś za ołtarzami, jest ciemno, przez nogi przewalają się mi śmieci. To właśnie ta jedna z różnic: miejsca święte są traktowane przez Hindusów w osobliwy sposób. Wychodzę ze świątyni otoczona przez żebraków, niewidomych, dzieci prosto na plac z dewocjonaliami.


Na następny dzień odwiedzilam kolejną swiątynie. Przykladnie zdjęlam buty. Posadzka byla uslana w centymetrowej mazi. Hindusi patrzyli na mnie z podziwem, ze sie zdecydowalam i usmiechali sie jak na zdjęciu.


Weszlam w ten napierajacy tlum i... ledwo co wyszlam

niedziela, 19 lipca 2009

Zimno

Z Lamajuru cudownie goscinnego udajemy się dalej, do Kashmiru. Malo ludzi zmierza w tamtą stronę ze względu na terrorryzm oraz nie rozwiązany problem polityczny pomiędzy Indiami a Pakistanem. Czekamy pól dnia na autobus. Nikt nie wie kiedy przyjedzie, czy przyjedzie, to wszystko zależy... Nadjechal! Wleczemy się w rytm indyjskich piosenek, wsród żywego drobiu i mężczyzn obserwujących nas. Dojeżdżamy do KARGILU. Czy ktos tam byl? ;-))))))) To miasto z horroru. Musimy czekac do 1.30 na kolejny transport. Z powodu wąskich dróg, ruch odbywa się wahadlowo. Trzeba cos zjesc. Kierujemy sie przewodnikiem i idziemy do najlepszej ;-))))) restauracji w miescie. To dobry zart! Ja nic nie jem, towarzysze podrozy niewiele. Siedzacy obok Anglik, zniesmaczony rzuca do nas:

Enjoy! Wszyscy jestesmy rozbawieni.

Niestety musimy wynając pokoj w hotelu. Zostalo jeszcze sporo godzin do autobusu. Hotel to za duzo powiedziane. to jakas nora z pryczami. Ale nie jestesmy z cukru, jakos przetrwamy. Wiemy juz, ze nie bedziemy celebrowac naszej rocznicy slubu na lodzi. Spedzimy ja w towarzystwie muzułmanów, ktorzy nie chcą być przyjaźni.
Ruszamy! Podróżują sami mężczyźni. Znów staję sie cialem uniwersalnym, bez plci. Bo kim ja jestem?, co tu robie w nocy?, czemu jestem tak ubrana?, dlaczego wyruszam w zmilitaryzowane rejony? Autobus wlecze się i podskakuje na wybojach, prawie plywa w wielkich jak jeziora kalużach.Przejeżdzamy przez miejscowosc zajmującej drugie miejsce w rankingu najzimniejszych na swiecie. Jest tak zimno,ze prawie nie zmieniam pozycji, szkoda tracic energie. Chlód przeszywa kazdą kosc. Nie marnuję nawet pary, ktora wydobywa sie mi z ust. Wykorzystuje ja na ogrzanie rąk. Na jednym z postojow chlopcy wskakuja na dach autobusu, gdzie mamy bagaz. Wydostaja co tylko sie da z plecakow. W czasie drogi slychac ostrzeliwanie. Jestem w strefie wojennej. Co chwile jakies posterunki, pelno wojska. Zaczyna switac. Postoj. Nieufni po ostatnim posilku w Kargilu zamawiamy sniadanie. A tu niespodzianka. Wspaniala herbata i placki, jeszcze cieple, rozplywajace sie w ustach. Smak zapamietany do konca zycia. Nagroda za ciezka podroz i strach przed wojna. Docieramy do Srinagaru.

środa, 15 lipca 2009

Gorąco

Skwar z nieba, gęste falujące gorące powietrze, płonące stosy, które nigdy nie gasną. To Waranasi (Benares). Najbardziej gorące miasto w którym byłam, najbardziej gorąca noc jaką przeżyłam.

W hotelu, w którym się zatrzymaliśmy wysiadła nocą elektryka, wiatraki przestały działać. Za oknem słychać zamieszanie, obsługa hotelowa próbuje uruchomić agregat. Udaje się im to z przerwami, maszyny wydobywają ryk, ale mnie jest już wszystko jedno. Czuję wodę, która "wydobywa" się z mojego ciała, lecą nie krople a strugi. Moje długie włosy przylepiają się do pleców na całej długości. Ściągam wszystko z siebie, ale to nie pomaga. Kto by się jednak tym przejmował!!! Mam tyle spraw do przemyślenia! Ciało! Inne traktowanie ciała!

Ciało na bambusowych noszach owite w materiały (biały kolor dla bardzo młodych, złoty dla starszych, pomarańczowy dla świętych) są noszone przez całe miasto zanim trafi do ghaty, gdzie ma być spalone. Ciało najpierw myte jest w Gangesie, następnie kładzie się je na stosie z drewna, jeden z meżczyzn obchodzi stos dokoła 5 razy (5 żywiołów), po czym go podpala. Na spalenie jednego ciała potrzebne jest ok. 400 kilo drewna. W ceremonii mogą brać udział tylko mężczyźni. Widzę spalanie od początku do końca. Wmieszalam się w tłum mężczyzn ubranych na biało. B. nie decyduje podejść się tak blisko. Rodzina mnie akceptuje, mogę patrzeć, ale nie mogę robić zdjęc. I tak bym nie mogła. To wszystko jest tak inne, że nie myślę o fotografowaniu. Do palącego się stosu podbiega pies, chwyta nadpaloną rękę i ucieka ze zdobyczą. Nikt nie reaguje, nikogo to nie dziwi. No tak, ciało jest niczym...

Na stosie nie mogą być spalone małe dzieci, bo są niewinne, kobiety w ciąży, bo noszą dwa życia, ukąszeni przez węża, trędowaci, bo popiół się unoszący może spowodować rozniesienie się choroby (?) oraz święci. Wszyscy oni są zatapiani w Gangesie, owinięci w materiał do którego przywiązany jest kamień. Ten pochówek wywarł na mnie jeszcze większe wrażenie... dziecko wrzucane przez ojca na środku rzeki... z kamieniem. Trudno powstrzymać łzy.

Stosy palą się całymi dniami i nocami, tłum przybywa do miasta, każdy chce być pochowany w Benares, a najlepiej w ghacie Manikarnika.

***************************************************************************
W Waranasi dla mężczyzn jestem bez płci, bo nie spełniam roli hinduskiej kobiety. Sama o sobie decyduję, podróżuję, mam swoje zdanie. Dla Hindusow nie jestem kobietą, nie jestem też mężczyzną. Jestem poza płcią, ciałem uniwersalnym.

Tuż przed odjazdem, wychodzę na taras, aby jeszcze raz zebrać myśli. Na sąsiednim dachu medytuje sadhu, mamy tej samej długości włosy. Podchodzi do mnie syn wlaściciela hotelu.

- Madame, ma piękne włosy. Pierwszy raz widzę kobietę nie Hinduskę, która ma tak długie włosy.

Młody mężczyzna uśmiecha sie do mnie, jest zawstydzony. Czuję, że to "zakazany" komplement.

Stosy drewna i waga, która waży odpowiednią ilość potrzebną do spalenia ciała

Modlitwy i kąpiele o świcie w Gangesie

Odpoczynek męzczyzn noszących ciało zmarłego; obok stragan z sokami ze świeżych cytrusów

Medytujący sadhu na dachu domu obok mojego hotelu
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...